Aktualności

„Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”

„Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”

Ciekawa recenzja, którą opracowała pani Rozalia Kulasik z naszego DKK

Zachęcamy do zapoznania się z recenzją reportażu pt. „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Swietłany Aleksijewicz, białoruskiej pisarki i dziennikarki. Mamy nadzieję, że ta ciekawa recenzja, którą opracowała Rozalia Kulasik z naszego DKK, zainspiruje do sięgnięcia po książkę.

O Swietłanie Aleksijewicz po raz pierwszy usłyszałam w 2015 roku, kiedy została laureatką literackiej Nagrody  Nobla za cykl reportaży wojennych.  Jednak dopiero niedawno, w DKK zetknęłam się z tym zbiorkiem.  Zaintrygował mnie tytuł „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”. Wojna to domena mężczyzn. Co robiły tam kobiety?

„Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” to  według autorki powieść napisana z głosów samego życia. To zapis opowieści kobiet, które walczyły i przeżyły a jednocześnie - dokument o okrucieństwie wojny. Autorka przez wiele lat poszukiwała swoich bohaterek, kobiet – żołnierek, by wysłuchać  ich relacji. Dotarła do setek kobiet i potrafiła nakłonić do zwierzeń, co wcale nie było łatwe. Nie wszystkie chciały opowiadać o tym ,co przeżyły, inne wypowiadały się anonimowo, obawiając się o siebie i swoich bliskich, mimo, że od wojny upłynęło 40 lat. O tym, co przeżyły opowiadały  płacząc , cichym i prostym  językiem.  Mówiły , że  zapach krwi i wojenne koszmary  prześladują je przez całe życie. Opowiadały, dlaczego chciały walczyć, o tym, jak walczyły i o tym, co spotkało je po wojnie.

W większości były  ochotniczkami. Niektóre z nich nawet niepełnoletnie. Inne  zostawiły  małe dzieci  pod opieką swoich matek... Wszystkie chciały walczyć, by ratować ojczyznę lub pomścić  swoich bliskich. Poszły na wojnę w pantofelkach i sukienkach. Tam zetknęły się z wojenną rzeczywistością. Dostały męskie ubrania i buty. Zachowywały się po męsku i słyszały soczyste przekleństwa.

Pełniły różne funkcje. Były sanitariuszkami, lekarkami, snajperkami, lotniczkami, praczkami i kucharkami. Zrzucały też bomby i zabijały oraz wynosiły rannych spod kul. Musiały przy tym być odważne, silne psychicznie i fizycznie. Zapomniały wtedy o swojej  płci. I fizjologia o nich zapomniała. Wiele z nich zginęło, wiele dostało się do niewoli. Zrozumiały, że  wojna „pachnie po męsku”, wojna to zabijanie, a rolą kobiety jest dawanie życia. „Ludzkie życie to jest  dar. Wielki dar! Człowiek nie jest właścicielem tego daru”.  Wspominają też o gwałtach i przemocy ze strony swoich frontowych kolegów, o głodzie, chłodzie i myśli, że w każdej chwili mogą zginąć. Wojna w ich wspomnieniach, to największe zło na świecie, nie ma w nim miejsca na sentymenty i uczucia.

Opowiadają, że ich powojenne  losy  są  nie mniej tragiczne. Na wojnie bały się śmierci, a po wojnie życia. Medale i odznaczenia musiały schować głęboko w szufladach. Mężczyźni, którym ratowały życie, milczeli i żenili się z innymi, kobiety odsądzały je od czci. Pozostawione dzieci nie chciały znać swoich  prawdziwych matek. Ojczyzna też o nich zapomniała. Były pogardzane i musiały znosić upokorzenia. Te, które były w niewoli, po powrocie zostały zesłane do łagrów, najmniej na 5 lat.

Opowiadania to literatura faktu. Warto je przeczytać. Warto wiedzieć, że wojna to tragedia, zwłaszcza dla najsłabszych.  Polecam je osobom dorosłym, a zwłaszcza decydentom, aby przez swoje nieprzemyślane decyzje nigdy nie dopuścili do wybuchu jakiejkolwiek nienawiści wobec bliźniego. Polecam je też wszystkim ludziom, dla których pokój na świecie stanowi najcenniejsze dobro.

Rozalia Kulasik